marzec 2, 2007

ciągle jestem w biegu, mogłabym powtorzyc za bohaterką ćwiczenia na dokument, który własnie montuje. moje życie to nieustanna gonitwa, długo by wymieniać – po prostu za wszystkim. wszysto robie w pedzie, jem, idę, czytam (a właściwie omiatam wzrokiem tekst), pisze, czuję, śpię, montuję.

dlatego jestem juz na skraju wyczerpania fizycznego, psychicznego wyczerpania już nie czuję, bo zdaje się, że przez  ten pęd

znieczuliłam się już na jakiekolwiek bodźce. czuję juz tylko skrajnie fizyzne wyczerpanie, co nie ejst tylko moim subiektywnym

wrażeniem - mój organizm odmawia juz posłuszeństwa. nie wypoczywa podczas snu - budze sie barziej zmęczona, niż gdy się

kładlam, nie mam ochoty na jedzenie, ciągle boli mnie głowa, brzuch, ostatnio tez z nosa leci krew…

nie mam juz siły, po prostu. jeśli nie przystopuje, wpędzę się w tak zwane chroniczne zmęczenie, a jest to powazna przypadlośc.

ale jak wystopować, jak z czegoś zrezygnowac? tyle zobowiązań, tyle zadań, tak mało czasu, tak wiele zaległości.

luty 18, 2007

wyprana intelektualnie jestem. cos jakby chroniczne zmęczenie,

10 godzin snu nie starcza, wyjde załątwie cos,

po 2 godzinach potrzebuje kolejnej godziny snu,

zatem jakas poludniowa drzemka (oczywiscie w miare mozliwosci),

po drzemce czuje sie jeszcze bardziej wykonczona najczesciej.

generalnie nie wyrabiam, ze wszystkim, ze wszystkimi,

wydaje sie ze jestem juz bliska ukonczenia jednej rzeczy,

blizej konca w ogole, wyskakuje nowe zadanie, nowe zaliczenie…

zabija mnie ta przyziemnosc, zabija mnie multum obowiazkow.

chyba siebie przecenilam… nie daje juz rady…

[fuck]

listopad 19, 2006

za oknem mgła, mgła jak mleko. niepokojący spokój.

przedwczoraj kobieta wyskoczyła z okna. została po niej czerwona plama na chodniku. jej krew lśniła w blasku księżyca.

przede mną kilogramy lektur. nadeszły ksiązki z usa, inne zaległy na półkach, stolikach, wszelkich dostepnych dla nich miejscach.

październik 31, 2006

komputer zwiariował. krok po kroku odtwarzam wszystkie swoje mysli, konstrukty, sklejki.
co kilka minut robie back up projektu. powolna i uporczywa praca. mam wrazenie ze to syzyfowa praca.

a w telewizji zwiększenie obowiązków i zwiększenie wynagrodzenia. na razie tymczasowo, ale miło by było gdyby tak juz zostało.
(bo nie potrafię odmówic nowym propozycjom, zobowiązaniom, zleceniom -  a potem zażynam się i zażynam.)

editing

październik 29, 2006

sadediting2.jpg


nie moge dzis skupic sie i wczuc w material, ktory montuje.
nie widze nie czuje tej historii, jest mi nawet obojetne co oni czuja.
teraz stalo sie to dla mnie przykrym obowiazkiem, stworzyc cos z urwanych strzepkow.
nie powinno tak byc… powinnam odczuwac radosc ze skladania.
dzis jej nie ma, niestety